Gabriel

Jaki był początek twojej przygody z Siłami Specjalnymi?

Dowiedziałem się o zupie rozdawanej na dworcu w niedzielę. Poszedłem, pomidorówka była. Podszedłem pod mur, gdzieśmy stali i słyszę dźwięk pudła. Mówię: jakieś instrumenty. Kątem oka odwracam się, patrzę, a tam dziewczyna. Jakiś taki ruch powstał, usłyszałem uderzenie w struny. Nie pamiętam coś zagrała. Tak sobie zacząłem nucić, ale było nas chyba dwie lub trzy osoby. I w pewnym momencie tak nasze oczy się spotkały, ty zatrzymałaś swój wzrok i pytasz się mnie czy śpiewam. Ja coś tam odbąknąłem, że tak – „no to spróbuj”. Zaczęliśmy śpiewać, ktoś tam się do nas dołączył jeszcze. I tak zaczęła się nasza rozmowa. Ty mówisz czy dysponuję czasem, bo w poniedziałek jest próba w Zamku.

Pożegnaliśmy się. Siano było przy duszy, kupiłem sobie coś tam na noc. Pamiętam w samochodzie spałem. Sobie siedziałem, tak nuciłem i tak z sobą rozmawiałem. Mówię: „gdzie masz być – poniedziałek 16 w Zamku”. No nic, rano wstałem, śniadanie zjadłem, trochę za interesem pobiegałem, ale już mnie ciągnęło i koło tego Zamku chodziłem.

Nadeszła godzina, więc wchodzę. Wchodzę na piętro a tam Wy: Ty, Kuba, Paulina…wchodzę i myślę „ale co ja tu robię, ja się zbłaźnię…ty się zbieraj tylko i uciekaj”. Ale, że zawsze lubię walczyć z tymi przeciwnościami losu, to pomyślałem, że to, co mi staje naprzeciwko, ja muszę to pokonać. Mówię: „Co? Oni mogą, ja nie mogę? Stary nie frajeruj, idź na całość” – i tak zostałem.

Na pierwszym koncercie nad Rusałką rozdałaś teksty, spojrzałem na tekst Victorii Dżemu, zaczęła mi muzyka chodzić po głowie. Patrzę: wokoło gitary to wszystko…ale nikt na mnie nie patrzy, to mówię: „idę na całość”.

Co czułeś, kiedy śpiewałeś po raz pierwszy?

Obawiałem się tylko, że ktoś się zaśmieje, zwróci uwagę… a tu nie! Naprawdę przyjęliście mnie super. Nikt tam wiesz ‘ę’ ‘ą’ – coś takiego. Tylko po prostu byliście sobą. Przyjęliście mnie. Inaczej olewałbym wszystko, bym zapił, i bym powiedział: „co tam mnie oni, co mnie obchodzą”. Nawet bym nie pomyślał „złączyła nas muzyka” czy coś takiego… Po prostu, byli i poszli. Tak jak kiedyś. Miałeś tam jakieś towarzystwo do picia, jutro już go nie miałeś. A tu mnie jednak atmosfera zatrzymała w zespole. I to jest chyba najważniejsze. Serdeczność, przyjacielska taka. Jeżeli komuś coś nie wyszło….właśnie się tego obawiałem, że jakiś uśmiech, coś tu tego… a tu nie!

Możesz powiedzieć trochę Twojej roli w zespole?

Powiem ci szczerze, staram się jak najlepiej wykonać swoją robotę. Wkładam w to całą duszę. Wiesz, że kocham muzykę, kocham piosenki. Ja jestem dumny, że mogę być w tym zespole. I może kiedyś dojdę do tego, że, to co mi się nie udało, żeby w moim gronie mogli zobaczyć, ze odbiłem się od dna. Wiesz, chciałbym, żeby dzieciaki zobaczyły, że się odbiłem, że ja jestem normalnym człowiekiem, że nie trzeba się mnie wstydzić, żeby mnie nie wytykali palcami. A jak będą na mnie pokazywać palcami, to tylko z popularności!

To naprawdę…marzenia powoli się spełniają.

Powiem Ci, jestem dumny. Jak tak zacząłem w zespole śpiewać, to teraz codziennie w klasztorze śpiewam. I z taką siostrą i ojcem Stanisławem – też ma taki potężny głos. I tak w trójkę. I to jest cudna sprawa, że po mszy, rozumiesz starsi… ja idę już na ulicy, wierni się kręcą wokół klasztoru i kłaniają się: „dzień dobry, dzień dobry, kiedy śpiewacie?” No a ja oczywiście mówię historię naszego zespołu. I mówię, że to nie tylko tutaj, tylko, że też śpiewamy dla Poznania – dla naszego miasta. I opisuję im to wszystko.

Mnie wychowała ulica. Ja tej ulicy wiele zawdzięczam. Po 86 roku jak mi się popieprzyło życie, wtedy się zaczęło – kryminałka, jakieś przekręty, tego… Praca w straży mnie stresowała. Po służbie nie szło się do domu, tylko na wódkę, żeby „się odstresować” – tak to się nazywało, a człowiek nie wiedział, że wpada coraz bardziej. Żona któregoś dnia przedstawiła mi pozew o rozwód. I tak się zaczęła moja przygoda. Pieniądze z podziału to miałem dwa dni. Wszystko poszło jak zatańczyliśmy. A potem znalazłem się wiesz, na ulicy. To trochę trwało. Ponad dwadzieścia lat.

Teraz drugi rok leci jak nie piję. Można? Można. Trzeba chcieć. Gdyby mi nie zależało, gdyby nie wy, to by mnie tu nie było… nie byłoby mnie tutaj. Chciałbym, żeby te grzechy historii, tego mojego życia odeszły. Mam nadzieję, że wytrzymam. Jest ciężko. Ale ja żyję tym, że Ty zadzwonisz i powiesz, że jest próba. Czy w niedzielę na dworcu. To już u mnie wszystko jest podporządkowane i nie ma sprawy. Dzięki wam żyję. Oprócz naszego zespołu to mnie nic więcej nie interesuje.

Muzyka jest moją nadzieją. Ja ci powiem tak: kiedy jest mi smutno to ja sobie idę i sobie śpiewam. Chcę zagłuszyć w sobie to, co boli najbardziej. Tak jak jestem z wami, to już jest inaczej. Nie ma, że ktoś jest lepszy czy coś. Z wami odnajduję siebie – to, co straciłem. Żeby powalczyć muszę spłacić dług. Wiem, że idzie się odbić. A jak się nie odbiję, to przynajmniej wiem, że próbowałem.

Trzeba mieć cel i z uśmiechem witać dzień.